Naczelny buszuje 1 - Somali Yacht Club - the Sea

przez : Próbownia

SOMALI YACHT CLUB - THE SEA

Zanim zacznę tę pierwszą recenzję z cyklu "Naczelny buszuje", muszę przyznać, że miałem więcej niż jedno podejście do tego albumu. Dwa dokładniej. Moje wrażenie po pierwszej próbie utworu "Vero" brzmiało:
"Dlaczego wydali album, który brzmi jak poprzedni?"

A teraz muszę przyznać, że byłem tak nieopisanie i przyjemnie w błędzie. Czemu? Poniżej kilka moich przemyśleń na ten temat...

Kilka lat temu wybrałem się na koncert Somali Yacht Club w pubie Alchemia w Krakowie. Ich występ na żywo, ale też dźwięk studyjny, zaczęły mnie od tego czasu prześladować. To było niezwykłe zanurzenie się w gatunek stoner / psych rock, który wciągnął mnie w ten świat. Nie tak dawno mieli znów odwiedzić moje rejony, tym razem za przyczyną Soulstone Gathering, a dodatkowo wydali swój drugi album, zapowiadało się więc, że ponownie wepchną mnie w te bezkresne dźwiękowe krajobrazy. Moje oczekiwania były bardzo wysokie i postanowiłem wejść w odpowiedni nastrój wracając do pierwszego albumu. Jakież było moje rozczarowanie, kiedy odkryłem wiele wspólnych cech między tymi dwoma wydawnictwami.

Teraz, kiedy jestem na kolejnym okrążeniu z "The Sea", odkrywam inne doznania, nawet w ramach otwierającego album numeru, mimo iż on właśnie do tej pory wydawał mi się kalką swojego poprzednika. Teraz raczej zastanawiam się nad tym jak nad retrospekcją wzbogaconą o rezonującą przestrzeń, która jest wszechobecna na tej płycie.

W moich recenzjach na pewno da się dostrzec swego rodzaju muzyczne skrzywienia, wewnętrzne dziwactwo, na punkcie ewolucji i szukania nowych inspiracji przez recenzowane kapele. Ten wewnętrzny obłąkany, szczęśliwy ja jest całkowicie zadowolony z tego, co znalazł, rozrywając "the Sea" na strzępy. Somali Yacht Club serwuje hipnotyzujący dziennik dorastania. Rozpoznaję tu znane rysy stylistyczne, niektóre z nich są pogłębione, inne są tylko lekko naszkicowane, by rzucać ulotną linię do przeszłości. Takim reliktem jest choćby wokal.

Cały album jest zanurzeniem w gitarowych sprzężeniach i zniekształceniach. Pięknie wyrzeźbione solówki prowadzą słuchaczy przez wiele magicznych momentów, w tym w "Blood Leaves a Trail". Symbiotyczne współistnienie fal elektrycznych i wpływów klasycznych tworzy wielowymiarowe pejzaże dźwiękowe w "Hydrophobia". Ten kawałek jest przeplatany skojarzeniami z lat 70, jakby chciał być swego rodzaju wehikułem czasu. Widać to wyraźniej w porównaniu ze współczesnym intro "84 days".

Są miejsca, jak w moim ulubionym "Religion of Man", gdzie antynomie pomiędzy niesamowicie przestrzennym dźwiękiem a klaustrofobicznym przekazem z wokalu wywołują niepokój. Ta unikalna umiejętność dotknięcia najciemniejszych obaw i jednocześnie budzenia największych nadziei, zapewnia mnie, że Somali Yacht Club ma opanowaną szamańską moc wywierania wpływu na ludzi przez hipnozę. Mogę z pełnym spokojem polecić ci tę 53-minutową sesję, po której nie wrócisz do poprzedniego życia i codziennej rutyny. To cię zmieni i będzie cię prześladować tak, jak mnie prześladuje.

T.